ROZDZIAŁ 1.

   – Po co tam idziemy? – zapytała Alicja przyciszonym głosem, stawiając niepewnie kroki na miękkim dywanie.
   – Przecież ci mówiłem – wytknął jej brat Michał.
   To prawda, mówił. Ale nie bardzo rozumiała, o co mu chodziło. Wspominał coś o jakiejś siostrze? Aniele z ogrodu i zbawieniu? Chyba tak.
   – Jest już noc, prawda? – upewniła się, chociaż wszystkie znaki na niebie i ziemi na to wskazywały.
   Ośrodek Wsparcia Dziecka i Rodziny spowijały kompletne cisza i mrok. Wszyscy podopieczni spali, nie mając bladego po­ jęcia, że Ala i Michał Pastuszakowie wymknęli się ze swoich pokoi, by zrealizować ważny plan jedenastoletniego chłopca.
   – A jak kogoś obudzimy? – kontynuowała Ala, gdy za­częli pokonywać schody na piętro. – Albo ktoś nas przyłapie
i dostaniemy karę?
   – Wolę karę od wychowawczyni niż od Siostry Ciszy.
   – Kim jest ta Siostra Ciszy?
   – Ala, przecież ci mówiłem!
   Dziewczynka tylko nieznacznie westchnęła, jakby bała się przyznać, że nic już nie pamięta z tej opowieści.
   – Anioł z ogrodu ma skrzydła z liści, co roku w nocy dwoje oczyści. Jedno za grzechy, drugie z miłości, zabiera w ciszy, w pełni radości. Z dwojga grzech się zrodzi, z dwojga ofiara pochodzi – wyrecytował Michał szeptem, przyprawiając Alicję o gęsią skórkę.
   – Ale tu nie ma nic o Siostrze Ciszy – zauważyła dziew­czynka.
   – Tu nie, ale w innej rymowance już tak.
   – My przecież mamy… – zaczęła Alicja zbyt głośno.
   Michał momentalnie się obrócił i błyskawicznie przycisnął dłoń do jej ust, obrzucając ją gniewnym spojrzeniem.
   – Aua, to bolało – powiedziała, gdy po chwili zabrał rękę i ponownie ruszył schodami na górę.
   – Było się nie wydzierać. Zaraz byś kogoś obudziła.
   – Chciałam ci powiedzieć, że my mamy przecież anioła w ogrodzie, tę figurkę.
   – To jest posąg – poprawił ją brat. – I właśnie o tym aniele jest rymowanka. Anioł z ogrodu, który nas oczyści.
   Alicja przez kilkanaście sekund szła w milczeniu. Zastana­wiała się, z czego ten anioł ma ich niby oczyścić. Pani pomogła jej dziś z kąpielą, więc anioł nie będzie miał zbyt wiele do zrobienia. Poza tym jak ten cały posąg ma coś niby zrobić? To tylko wielka nieruchoma rzeźba.
   Michał zatrzymał się nagle i wyciągnął rękę w tył. Dziew­czynka wystraszyła się, że znów zrobiła coś złego i brat chce ją uciszyć. Zastygła w bezruchu, przyglądając mu się uważnie. Ten chyba nasłuchiwał przez moment, a potem odetchnął z wyraźną ulgą.
   – Co się stało? – zapytała szeptem Ala.
   – Wydawało mi się, że słyszę kroki.
   – Gdzie my idziemy?
   – Ala, proszę, robimy tylko to, o co nas prosiła siostra.
   – Mnie nikt o nic nie prosił. To ty tylko coś mruczysz i po­wtarzasz. Nie możemy wrócić do spania? A to, co chcesz, zro­bimy jutro w dzień?
   – Nie możemy. To nam zajmie chwilę.
   Alicja westchnęła. Wiedziała, że nic już nie wskóra. Michał był starszy, więc musiała się go słuchać. Poza tym był jej jedyną rodziną. Panie – może i fajne, opiekuńcze i troskliwe – to tylko panie. Jakiś straszny wypadek zabrał im mamusię i tatusia. Podobno czekają na nich w niebie – tak przynajmniej twierdził Michał. Mówił jej, że rodzice są aniołami. Oby tylko nie takimi jak ten z ogrodu, bo nie wygląda na zbyt szczęśliwego. Stoi tak w jednym miejscu przez cały rok. Czy to upalne lato, czy chłodna jesień, nie mówiąc już o zimie.
   – Dobra, jesteśmy.
Alicja rozejrzała się po ciemnym korytarzu.
   – Ale gdzie?
   – Tutaj.
   Po tych słowach Michał odsunął grubą kotarę. Blada po­ świata księżyca rozjaśniła skąpany w mroku korytarz. Stali przy drzwiach prowadzących na niewielki balkon.
   – Michaś – zaczęła niepewnie Ala – co ty chcesz zrobić?
   – Zaraz zobaczysz – powiedział, po czym chwycił za klamkę.   
   Chłopiec rozejrzał się, by raz jeszcze się upewnić, że nikt ich nie nakryje. Następnie bardzo delikatnie otworzył drzwi.
Chłodne powietrze momentalnie wdarło się do środka.
   Alicja objęła się ramionami i cofnęła o krok.
   – Zimno! – syknęła przez zęby.
   – Nie marudź. Chodź – rozkazał jej brat, stając w otwartych na oścież drzwiach.
   – Gdzie?
   – No na balkon.
   – Jest zimno! Nie chcę.
   – Ala, błagam cię, im szybciej mnie posłuchasz i zrobisz to, co mówię, tym szybciej… – urwał.
   Dziewczynka przyglądała mu się podejrzliwie.
   – Tym szybciej co? – zapytała.
   – Tym szybciej będzie po wszystkim.
   – Będziemy uciekać?    Michał znów się rozejrzał.
   – Mniej więcej.
   – Czyli?
   – Czyli trochę tak.
   – Ale tu jest fajnie. Panie będą się o nas martwić.
   Michał pomyślał, że jeśli sam wyjdzie pierwszy i zostawi siostrę na korytarzu, to ta prędzej zdecyduje się do niego do­ łączyć. Tak też zrobił. Poczuł przebiegający po plecach dreszcz. Mógł włożyć kurtkę albo sweter. Dlaczego o tym nie pomyślał? W końcu był już maj, powinno być ciepło, a jednak nocami panował chłód, zdecydowanie zbyt wielki, by sterczeć na zewnątrz w piżamie z krótkim rękawem.
   – Zimno!
   Obejrzał się za siebie. Stało się tak, jak zakładał: Alicja od razu dołączyła do niego na balkonie, bez zbędnych pytań i marudzenia.
   – Nigdy nie byłem tu w nocy – powiedział Michał, pod­ chodząc do balustrady.
   Rozciągał się stąd przyjemny widok. Po swojej lewej stronie mieli ogród z pięknymi kwiatami, drewnianymi huśtawkami i ławeczkami. Tam spędzali najwięcej czasu, kiedy tylko po­zwalała na to pogoda.
   Pod nimi znajdowało się główne wejście do budynku, któ­ry był naprawdę ładny. Przypominał trochę zabytkowy dom jednorodzinny, może jakiś dworek? Do wejścia prowadził szeroki podjazd ciągnący się od bramy wjazdowej.
   Na środku podjazdu ustawiono posąg anioła o długich wło­sach i rozpostartych skrzydłach. Prawą dłoń miał wyciągniętą, jakby zapraszał do siebie. Lewa z kolei spoczywała mniej więcej na wysokości serca.
   – Cicho, dziatki, już bez słowa, noc się w oknach cicho chowa. Gdy ktoś szelest nocą słyszy, wiedz, że idzie Siostra Ciszy. Palcem kładzie znak milczenia, głos zabiera dla zbawienia. Ci­cho, dziatki, śpijcie w zgodzie, Anioł z Siostrą są w ogrodzie. A gdy wezwą po imieniu, dwoje pójdzie ku zbawieniu.
   – Dlaczego mówisz ten wierszyk?
   Głos Alicji wyrwał Michała z zamyślenia. Obrócił się i spoj­rzał na nią, lekko się uśmiechając.
   – Fajny, prawda?
   – Fajny, ale nie rozumiem.
   – Pamiętasz, co mówiłem o naszych rodzicach?
   Dziewczynka wzdrygnęła się, bo poczuła chłodny powiew pod bluzką piżamy.
   – Że są aniołami?
   – Tak. Są już w niebie i tam na nas czekają.
   – Takimi aniołami jak ten posąg? – dopytała, wskazując ruchem głowy.
   Michał uśmiechnął się, tym razem szerzej.
   – Nie są posągami, głuptasie. Są prawdziwymi aniołami.
   – Widzą nas teraz?
   – No pewnie! Patrzą na nas, bo chcą, żebyśmy już do nich dołączyli!
   – Jak to chcą? I skąd to wiesz? – Alicja spojrzała na brata zdezorientowana. Zmarszczyła brwi i wydęła usta.
   – Cały czas to słyszę, Aluś. Dwoje dla zbawienia, rozumiesz? Nasza dwójka jest tą wybraną. Musimy spotkać się z rodzicami.
   – Kto ci to powiedział?
   – Jak to kto? – Michał podszedł do Alicji i chwycił ją za ramiona. – Siostra Ciszy. Ona też nam się przygląda. Ona i anioł. Patrzą i czekają.
   – A gdzie mamy się spotkać z rodzicami?
   – Sami do nas przyjdą.
   Oczy Alicji się zaiskrzyły, a na jej malutkiej twarzyczce zagościł promienny uśmiech. Nawet chłodny wiatr zdawał się jej już nie przeszkadzać.
   – Co mamy zrobić? – zapytała, dosłownie podskakując.
   – Chodź, pokażę ci.
   Michał zebrał wszystkie swoje siły, złapał Alicję pod pachy i posadził na kamiennej balustradzie, przodem do siebie.
   – Tu będziemy na nich czekać?
   – Tak.
   – A o której przyjdą?
   – Za chwilę.
   – Nie pamiętam, jak wyglądają rodzice.
   – Wiem, Aluś, wiem.
   Alicja obserwowała, jak Michał przestępuje z nogi na nogę. Był zdenerwowany. Pewnie stresował się spotkaniem z rodzicami. Czy rodzice pokażą im niebo? Dadzą skrzyd­ła i pozwolą trochę polatać? Może uda im się przylecieć tutaj i pokazać to innym dzieciakom?
   – Anioł z ogrodu ma skrzydła z liści, co roku w nocy dwoje oczyści. Jedno za grzechy, drugie z miłości, zabiera w ciszy, w pełni radości. – Michał wypowiadał kolejne słowa coraz szybciej, z trudem łapiąc oddech. Jakby przebiegł kilka okrążeń wokół domu. – Z dwojga grzech się zrodzi, z dwojga ofiara pochodzi.
   Alicja przyglądała się bratu z zaciekawieniem.
   – Kiedy w końcu przyjdą?
   – Zamknij oczy – wymamrotał.
   Alicja pokiwała głową i zamknęła powieki. Wyszczerzyła zęby w promiennym uśmiechu, jakby za chwilę miała ją spotkać największa niespodzianka w jej sześcioletnim życiu.
   – Raz – wyszeptał chłopiec. – Dwa…
   Alicja wyobrażała sobie rodziców. Widziała, jak uśmiechnięci przylatują na skrzydłach i zabierają ich do siebie. Ciekawe, czy…
   – Trzy!
   W tym momencie poczuła mocne szturchnięcie i straciła równowagę. Zanim jej ciało oderwało się na dobre od balustrady, otworzyła oczy i spojrzała na Michała w nadziei, że tylko ją straszy albo robi sobie głupi żart. W jego wzroku dostrzegła wyraz szoku i przerażenia. Nie żartował.
   Michał z całych sił zacisnął powieki, gdy usłyszał głuche uderzenie, któremu towarzyszył dźwięk podobny do rozłupywania orzecha. Bał się, że Alicja zacznie płakać. Będzie się drzeć i wszystkich obudzi. Nic takiego się jednak nie stało. Byli tylko on i szum wiatru.
   Nie miał pojęcia, ile tak stał. Pół minuty? Minutę? Pięć? Czuł, jak cały drży. Dosłownie jakby wyszedł z lodowatej wody. Zęby dzwoniły, uderzając o siebie. Wyjrzał delikatnie za balustradę i spojrzał w dół.
   Alicja leżała w nienaturalnej pozycji w olbrzymiej kałuży krwi.
   Nie ruszała się.
   Nie płakała.
   Odeszła… w ciszy.
   Teraz jego kolej.
   Chwycił się balustrady i zacisnął na niej palce. Serce omal nie wyskoczyło mu z piersi.
   – Jedno za grzechy, drugie z miłości, zabiera w ciszy, w pełni radości – wyszeptał po raz kolejny, jakby miało mu to dodać odwagi.
   Nie był w stanie zrobić nic. Stał tak, drżąc z zimna. Czuł jednocześnie, jak ciepła fala rozchodzi się po jego spodenkach. Strużki moczu zaczęły się rozlewać po posadzce. Pojedyncze łzy spłynęły po policzkach.
   – Przepraszam…